Menu

za chwilę ... blog Moniki Kaczmarek-Śliwińskiej

o public relations, internecie, Krav Maga, górach i różnych pozornie niezwiązanych ze sobą kwestiach...

Pierwszy dzień wiosny...

monika.kaczmarek-sliwinska

Są momenty, gdy w naturalny sposób robimy podsumowania czy też składamy obietnice. Od jakiegoś czasu obiecałam sobie, że zrobię wiele, aby nie wpadać w manię noworocznych obietnic i przednoworocznych rozliczeń. Pewnie, jak u wielu rozliczenia te byłyby zbyt bolesne, a na to szkoda życia i energii :) W zamian za to obiecałam sobie, że wyznaczę cele krótko- i długoterminowe i zrobię maksymalnie dużo, aby zrealizować je. Ale bez karania czy wyrzutów, jeśli coś nie wyjdzie idealnie.

Pewnie dlatego w połowie sierpnia 2015 postanowiłam zrezygnować ze słodyczy. Nie z cukru, tylko słodyczy. Pewnie też dlatego w październiku zmieniłam swoje treningi Krav Maga - to akurat było wymuszone koniecznością opuszczenia poprzedniej sekcji, ale wyszło na plus. Pewnie też dlatego w listopadzie przeszłam na dietę - nie dietę-cud, tylko dietę, która zdroworozsądkowo pozwala nie być głodnym, a zdrowym. Może też dlatego na początku stycznia zmotywowana przez przyjaciela trafiłam na siłownię. Po dwudziestu latach. Może właśnie dlatego - robiąc mniej niż przez ostatnie lata - straciłam 15 kg. Nie przez miesiąc, tylko ponad pół roku. I choć jeszcze mam plany - średnioterminowe ;) - to już cieszę się z tego, co wyszło :)

pure3

Dlaczego właśnie dziś wpis o charakterze noworocznych postanowień czy rozliczeń?
Bo w dziwny sposób w przeciągu ostatnich dwóch tygodni zauważyłam, że początek astronomicznej wiosny staje się jakimś nowym otwarciem mnie i we mnie. Chcąc zachować to, co istotne dla mnie z prywatnych emocji, nie napiszę wiele. Ale okazało się, że nawet w trudnym chwilach są ludzie, którzy podają rękę i mówią: "upadłaś 10 razy, pokaż, że potrafisz wstać o jeden raz więcej". Niektórzy robili to pozwalając mi na pokazanie emocji, czasami wkurzenie czy płacz. Inni ustawiali mnie do pionu w sposób iście żołnierski i twardy. Dziś muszę przyznać, że oba sposoby były skuteczne ;)
Na siłowni nowe otwarcie też wymagało czasu. Na początku byłam maksymalnie wycofana i rozpoznawałam teren. Omijałam trenera, który kilka razy próbował umówić termin i omówić kilka rzeczy. Nie było czasu, ale chyba większym powodem były jakieś pozorne wymówki. Dziś z tego sie śmieję i żałuję straconego czasu, choć pewnie był on do czegoś potrzebny. Gdy minęło 1,5 miesiąca i było mi już totalnie głupio, doszło do spotkania z trenerem :) Doradził, omówił, pogonił i jest super. A najbardziej podobała mi się szczerość rozmowy z Łukaszem:

ja: Czyli podczas treningu ma mnie trochę boleć?
Łukasz: Generalnie podczas treningów będzie cię boleć i tak ma być...

 Od dwóch treningów boli. Po piątkowym treningu w sobotę ból był tak piękny, że aż chciało się wyć, znaczy żyć ;) Bo wtedy czuje się, że człowiek żyje ;) Dziś na siłowni znów sprawiłam, że jutro poczuję słodki ból ;) Ale przede mną tydzień ostrej pracy z wyjazdem w roli głównej, więc siłownię trzeba będzie odpuścić. A szkoda, bo to właśnie moment, gdy od jakiegoś czasu coraz bardziej czuję się tam, jak u siebie, a patrząc na szafkę nr 271 myślę: "fajnie, że MOJA szafka jest wolna" ;)

Kto trenował Krav Maga czy inne systemy lub sporty walki, pewnie wiele razy słyszał, że "ból jest chwilowy" i "ból jest tylko w twojej głowie". Tak, potwierdzam i dotyczy to nie tylko siłowni... Pozostanie jedynie zdefiniować, jak długo trwa "chwila"...

© za chwilę ... blog Moniki Kaczmarek-Śliwińskiej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci