Menu

za chwilę ... blog Moniki Kaczmarek-Śliwińskiej

o public relations, internecie, Krav Maga, górach i różnych pozornie niezwiązanych ze sobą kwestiach...

Siłownia 20 lat później...

monika.kaczmarek-sliwinska

Od miesiąca nie byłam na treningu. W grudniu delegacje wpadały jedna za drugą, a styczeń przyniósł nowe realia. Nie robiąc żadnych „sportowo-zdrowotnych” postanowień typu „schudnę 20 kg”, „będę codziennie biegać” czy „w 2016 przebiegnę maraton”, zapisałam się na siłownię. Stwierdziłam, że w obecnej sytuacji będzie to najlepszym rozwiązaniem – moja praca to bardzo ruchomy grafik, niewiele zajęć, które są stałe w kalendarzu, wiele wyjazdów, a przede wszystkim nie za duże dziecko, któremu będę mogła poświęcić więcej czasu po powrocie ze szkoły.

pure2
 W niedzielę byłam pierwszy raz. Pierwszy od jakichś 20 lat ;) Inny sprzęt, inne realia, wszystko inne. Do tego na karku ponad 20 lat więcej. Akurat nie było żadnego z trenerów, więc walczyłam jak mogłam ;) Ktoś pomógł ustawić sprzęt, ktoś dorzucić mi obciążenie, ktoś doradził… Generalnie po godzinie wyglądałam jak mysz walcząca z uwolnieniem się ze szponów łapki ;) Chwilami miałam wrażenie, że sprzęty zaczynają żyć własnym życiem i zamierzają mnie dobić. Niczym w rasowym horrorze. Ale nic z tego, to prostu kwestia programów górskich z interwałami, które ktoś życzliwy ustawił mi ;)

Drugie podejście postanowiłam zrobić już bardziej strategicznie. Na stronie internetowej klubu wybrałam sobie zajęcia, które z opisu wyglądały na tyle atrakcyjnie, że oczami wyobraźni już widziałam efekty ich działania ;) 50 minut – cóż to jest? Treningi Krav Maga były przecież 2 lub 2,5-godzinne. Pan Pikuś ;) Wydawało mi się, że jakąś kondycję mam, więc wielkiego problemu nie będzie.. ;)
Nazwa i opis też były super – ABS – zajęcia wzmacniające mięśnie brzucha, mięśnie grzbietu, pośladków z rozciąganiem. Serio już widziałam efekty… ;)

pure1

Dziś trafiłam na te zajęcia. Od razu uprzedziłam trenerkę, że ja 20 lat nie byłam na takich zajęciach. Hmmm ;) Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech i jeden tekst:

Dziś będzie pięknie, jutro będzie boleć ;)
ja (jeszcze z uśmiechem): Jutro nie, u mnie boli po trzech dniach…

Bzdura. Jest pięknie, ale zaczyna pobolewać już dziś ;) Inne mięśnie i inny ruch był przy Krav Maga, całkowicie inny przy ABT. Może nawet to nie jest ból, ale takie delikatne szczypanie ;)

Pierwsze 15 minut uspokoiło mnie – noga w lewo, prawo, takie tam fajne wymachy. Nadzieja wzrosła. Ale później niby spokojne ćwiczenia zamieniały się w sekundy walki ze sobą. Błądziłam po sali wzrokiem, bo telefon leżał dwa metry ode mnie, a szukałam zegara. A tu nic! Wreszcie wypatrzyłam go i z ulgą stwierdziłam, że skoro zostało jeszcze 15 minut to nie poddam się bez walki ;)
Ale rzeczywiście było super. Mega inaczej niż to, co robiłam przez ostatnie dwa lata, ale też świetnie.

Na koniec muszę się do czegoś przyznać i przeprosić :) Gdy dwa lata temu szukałam pomysłu na jakąś aktywność, znajomy doradził mi treningi Krav Maga przekonując, że nauczę się bardzo przydatnych technik samoobrony, ale też treningi z pewnością pozwolą wytracić część mojej energii, wyrzucić emocje po stresującej pracy i przede wszystkim będę aktywna. Wówczas zastanawiałam się też nad siłownią i zajęciami typu fitness, ale pomyślałam sobie, że to takie mało sensowne machanie rękoma i nogami. Przepraszam. Wycofuję każde słowo i myśl ;)
A jutro pójdę na zajęcia z… ;)

 

© za chwilę ... blog Moniki Kaczmarek-Śliwińskiej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci