Menu

za chwilę ... blog Moniki Kaczmarek-Śliwińskiej

o public relations, internecie, Krav Maga, górach i różnych pozornie niezwiązanych ze sobą kwestiach...

Krav Maga trening #59 z jakąś Afrodytą w tle... ;)

monika.kaczmarek-sliwinska

Od jakiegoś czasu chodzę zakręcona. Może jesień, za dużo pracy, przemęczenie albo coś... W każdym razie całkiem naturalne jest odnajdywanie portfela w lodówce, szczotki do włosów w pralce, włączanie lewego kierunkowskazu przy skręcie w prawo, czy tak jak dziś przed treningiem zorientowanie się pod salą, że buty zostały w domu ;) Nie było wyjścia i trzeba było pomknąć z powrotem. A Marcin (https://web.facebook.com/profile.php?id=100003046425532&fref=ts) nie lubi spóźnień na trening... ;) Ja zresztą w ogóle nie cierpię się spóźniać.

Trochę wściekła, zdyszana i lekko spóźniona wpadłam na salę i od razu do galopu ;) Rozgrzeweczka pierwsza klasa :) Wiadomo, że po takiej rozgrzewce nie będzie zakwasów (to w ogóle jakiś cud, że po dwóch latach treningów na ciągłych zakwasach okazuje się, że można trenować bez bólu równie lub bardziej intensywnie), ale co wyciśnie ze mnie to moje ;)

noekravkaPo treningu dostałam wiadomość na priv na fejsie: "To czym się dziś bawiłaś na treningu?"
No tym właśnie. Nożami ;)

Dziś same "przyjemności" czyli głównie obrona przed nożem i obejmowaniem (niestety fachowej nazwy nie znam) z przodu, tyłu, boku. Niezłe to było. Wiele różnych technik, w tym bardzo dużo nowych :) Dziś też przekonałam się jak nieźle latam po parkiecie, ponieważ nowe techniki kładzenia agresora na glebę polegały na tym, żeby go pięknie trzasnąć na ziemię. A że trenujemy we dwójkę to raz jestem agresorem, raz atakowaną. Więc Monika-agresor latała po glebie aż miło ;)

Było też wiele kopnięć. Lubię to ;) Chociaż zawsze mam stres, bo Marcin twierdzi, że kopię za mocno jak na trening i że nie oszczędzam go. Staram się lżej, ale gdy robi jakiś pozorowany atak, to moja adrenalina tak skacze, że noga sama leci, a że przeważnie trafia to jest jak jest... Dziś rzucił tekstem, który rozwalił mnie zupełnie ;)
Po serii tekstów typu:

Kop delikatniej, jestem przecież twoim kolegą...

nagle usłyszałam"

To nawet Artur tak mnie nie kopie... ;)

Rozwaliło mnie to totalnie, bo kto zna Artura (https://web.facebook.com/artur.tarlach?fref=ts), ten wie, jak kopie, uderza, jaką ma siłę i tak dalej. Dodam tylko, że zawsze na treningach tak kombinowałam, żeby jak najrzadziej być wystawioną na ćwiczenia z Arturem, bo jego najdelikatniejsze ciosy i tak były zawsze mocne ;) A ten mi tu, że moje kopnięcia są za mocne.... Hmmmm ;)

Na koniec treningu Marcin łypnął spod oka i rzucił niby od niechcenia:

Lecimy freeletics?

Aaaaaa ;) lubię to też! ;) Choć daje po mięśniach nieźle, a jeszcze lepiej po tłuszczu. Dziś okrojona seria ćwiczeń o delikatnym brzmieniu: Afrodyta. Niech nikogo nie zwiedzie nazwa tej serii ćwiczeń ;) W mitologii greckiej Afrodyta to bogini miłości, piękna, kwiatów, pożądania i płodności oraz najbardziej urodziwa z bogiń antycznych mitów. Na sali podczas treningu Afrodyta to ból mięśni nóg, brzucha, tyłka i jakieś pół litra potu ;) Szło jakoś, ale widzieliśmy, że nie tak jak powinno, więc w ramach zwalenia na coś oboje mruknęliśmy:

Taki dzień dziś kiepski od rana....
No, chyba ciśnienie...
No, tak od rana...
Od rana...

;)

W czwartek niestety bez treningu, bo wyjazd do Krakowa, ale może przekonam siebie do zapakowania się w większą walizkę, w której ukryję rzeczy do biegania...

© za chwilę ... blog Moniki Kaczmarek-Śliwińskiej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci