Menu

za chwilę ... blog Moniki Kaczmarek-Śliwińskiej

o public relations, internecie, Krav Maga, górach i różnych pozornie niezwiązanych ze sobą kwestiach...

Krav Maga trening #57 i wspomnienie czasów sprzed ery Facebooka ;)

monika.kaczmarek-sliwinska

Dzisiejszy trening był znów inny z wielu względów.

Po pierwsze, były z nami dzieciaki - Dawid i Wiktor. Chłopaki super się dogadują, więc gdy sytuacja jest podbramkowa i któregoś nie ma z kim zostawić, to wiadomo, że chętnie pójdą na salę. Dziś dostali "lekki" wycisk, Wiktor cały szczęśliwy, jeszcze po treningu opowiadał jak było super.

Po drugie, trening był mieszanką Krav Maga i różnych ćwiczeń - od wykopów, pompek, przez "ukochaną inaczej" deskę, jakieś dziwne ćwiczenia robione po raz pierwszy w życiu, aż po piłkę nożną ;) Tak, graliśmy w nogę ;) A każda wpuszczona bramka "kosztowała" drużynę 5 karnych pompek, trzeba było więc się starać ;)

Po trzecie, nie wiem jak udało mi się przetrwać trening, bo cały mój dzień wskazywał, że dziś dla własnego bezpieczeństwa nie powinnam była myśleć o uderzeniach i kopnięciach ;) Cały dzień miałam tak totalnie rozkojarzony, że aż sama śmiałam się ze siebie... Myliłam kierunkowskazy, mieszały mi się kierunki jazdy, połowę drogi koncentrowałam się na tym, żeby podjechać pod sklep, a nagle łapałam się na tym, że właśnie zaparkowałam pod szkołą Wiktora ;) Jak nie ja... Od tygodnia tak mam... Mówiłam sobie, że to pewnie ta pogoda, ciśnienie i deszcz... ;)

12195815_1168904506472093_8095148111794481938_n

To, co mnie zmyliło w treningu pewnie odczuję za 2-3 dni ;) Przez połowę wydawało mi się, że jest w miarę - jak na trening Marcina (https://web.facebook.com/marcin.kruk3) - lekko. Bieganie, wyścigi, przewroty, a nawet nielubiane wyrzuty nóg wychodziły nieźle. Nawet chyba za bardzo nie marudziłam. Wyśmiałam się za wszystkie czasy, gdy zaczęliśmy grać w piłkę nożną ;) Dla mnie było to cofnięcie do czasów sprzed ery Facebooka, bo już jako mała dziewczyna wolałam grać z chłopakami w piłkę, kosza i tenis ziemny niż bawić się z koleżankami ;) Fajne wspomnienia, a dziś świetne emocje ;) Nie będę wypominać ile mamy lat, bo latając za małą piłeczką mieliśmy miny dzieciaków ;)

Później zaczęło się...
Ćwiczenia, po których czuje się każdy mięsień. Do tego wzrok Marcina wychwytuje każdy błąd i generalnie nie ma ściemy.
W pewnym momencie miałam już tak dość "czucia mięśni", że Marcin motywowanie wzmacniał straszeniem brązowym pasem ;)
Niezłe też jest - w wersji Marcina - odliczanie przy kolejnych powtórzeniach - gdy jakoś idzie i widzi, że można wycisnąć więcej, to dorzuca połówki i zamiast upragnionej i oczekiwanej "10", po "9", jest nagle "9,5" ;)
I rozciąganie, które zawsze mnie rozwala, bo ledwo po nim chodzę ;) Ale jest fajne i już kilka godzin po treningu czuję pozytywne efekty chwilowego bólu mięśni, gdy zmuszamy je do ruchu...

A w szatni wielkie zdumienie, bo okazało się, że niby nie było wielkiego wycisku, ale nie miałam też sił na szybką zmianę ciuchów ;) Jak on to ze mnie wycisnął? ;)

Fajny trening :) Potrzebowałam wyrzucenia emocji, potrzebowałam zmęczenia i śmiechu jak dziecko...
Dziękuję :)

To pewnie pogoda, ciśnienie i deszcz... ;)

© za chwilę ... blog Moniki Kaczmarek-Śliwińskiej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci