Menu

za chwilę ... blog Moniki Kaczmarek-Śliwińskiej

o public relations, internecie, Krav Maga, górach i różnych pozornie niezwiązanych ze sobą kwestiach...

Dzieci sieci ciąg dalszy...

monika.kaczmarek-sliwinska

Poprzedni wpis wywołał wiele emocji. Nic dziwnego, przeważnie tak jest, że będąc autorem badań, tekstu, pomysłu, bronimy swoich racji. Chyba każdy przez to przechodzi. Ja osobiście chyba za każdym razem ;)

Wczoraj pojawiło się kilka komentarzy na profilu koordynatora projektu "Dzieci sieci" Piotra Siudy. Kto ma Facebooka, pewnie zajrzy. Wczoraj wpis zrobił też Emanuel Kulczycki, jeden z uczestników grupy badawczej - http://ekulczycki.pl/teoria_komunikacji/dzieci-sieci-i-krytyka-na-blogach-naukowych/?utm_source=feedburner&utm_medium=feed&utm_campaign=Feed%3A+EmanuelKulczycki+%28Emanuel+Kulczycki%29 , a dziś z kolei koordynator projektu zamieścił wpis na swoim blogu - http://www.piotrsiuda.pl/2013/01/naukowiec-jako-prowiec-amator.html.

Szczególnie poruszyły mnie części wpisu dotyczące sposobu komunikowania o uzyskanych wynikach. O ile każdy może robić badania jak chce, tzn. przyjąć metodologię, która wydaje mu się najbardziej odpowiednia ze względu na realizowane badania - to wreszcie badacze ponoszą odpowiedzialność za sens badań, metodologię itp - o tyle sposób komunikowania nie powinien budzić wątpliwości i wprowadzać w błąd odbiorcy. Zastanawia mnie już sam tytuł wpisu "Naukowiec jako PRowiec amator" - PR-owiec, a może raczej wg nazewnictwa ministerialnego "specjalista ds. public relations" to zawód, profesja, której wykonywanie wiąże się w dużą odpowiedzialnością. Dlaczego? Ponieważ jest to zawód, który realizowany jest w przestrzeni mediów, opinii publicznej i zaufania oraz wiarygodności. Stąd też czasami określany jest jako zawód zaufania publicznego, obok zawodu dziennikarza, adwokata i in. Problemem profesji jest to, że jest to zawód otwarty, w żaden sposób nie podlegający certyfikacji, stąd każdy może być PR-owcem. I w Polsce często się zdarza, że ktoś od dziś jest PR-owcem. Rozumiem więc wątpliwości i rozterki tytułowe. PR-owiec amator czyli ten, który robi to, na czym się nie zna. Rozumiem rozterki, ale nie akceptuję, ponieważ uderzają w zawód, który wykonuję.

Na marginesie - projekt "Dzieci sieci" miał obsługę PR w postaci Pana Sławomira Czarneckiego, który dał komentarz pod poprzednią notką. W poprzedniej notce Pan Sławomir Czarnecki napisał:

"W naszej informacji znajdował się akapit poświęcony metodologii (...): "Punktem wyjścia projektu badawczego było skonstruowanie modelu umiejętności związanych z posługiwaniem się internetem. Na tej podstawie przeprowadzono badania jakościowe z wykorzystaniem różnorodnych metod: wywiadów, ankiet, obserwacji, netnografii oraz analizy dokumentów. Między innymi badano serwisy społecznościowe takie jak NK.pl i Facebook oraz przeanalizowano 50 programów nauczania przedmiotów obowiązkowych w klasach 4-6." Czy w przypadku badaniach jakościowych kluczowym elementem jest podawanie liczb przeprowadzonych wywiadów itp. - to już kwestia merytoryczna z zakresu badań społecznych. Ile z informacji szczegółowych z badań podawać w krótkiej informacji prasowej - to z kolei zagadnienie merytoryczne z zakresu public relations. To tytułem wyjaśnienia."

Nie chcę wchodzić w spór ile informacji powinno być w notkach. Wiem, ile sama umieściłabym. Wiem, że gdyby dziennikarz rażąco "spłaszczył" moją notkę, to prosiłabym o zmianę. W ostateczności o jej usunięcie.
Może do przemyślenia pozostawię kilka pytań:

- dlaczego w materiale dla mediów jest informacja o liczbie przeanalizowanych programów nauczania? - podano 50

- dlaczego w notce nie ma liczby uczniów poddanych badaniom? - 30, i opiekunów? - również 30

- jaka byłaby skłonność dziennikarza do napisania artykułu na temat, że oto mamy nowatorskie w Polsce badania mówiące o kompetencjach komunikacyjnych dzieci w wieku 9-13 w zakresie nowych mediów, gdyby w pierwszych zdaniach notki badacze podali, iż badanie zostało zrealizowane na grupie 30 uczniów?

Rozumiem też drugą kwestię - naukowiec, który bada, pisze, tworzy i chce, bo warto, poinformować otoczenie o rezultatach swojej pracy. Naukowiec nie musi być PR-owcem, aczkolwiek spoczywają na nim obowiązki rzetelnej informacji o uzyskanych wynikach. Z pewnością naukowiec ma niewielki wpływ na to w jakiej postaci ukażą się i jak zostaną zredagowane materiały dziennikarskie - dziennikarzowi powinien przekazać jak najpełniejszy opis wyników, a co ten ostatni z nimi zrobi? Bywa różnie, bo to tradycyjny model media relations - my przekazujemy mediom i zdajemy się na ich profesjonalizm, z którym też bywa różnie.
Dlatego naukowiec mając do dyspozycji nowe media, mało tego - zajmując się badaniami nowych mediów - powinien mieć świadomość ich siły rażenia. W wyżej opisanej sytuacji, gdy korzystamy z pośrednictwa dziennikarzy, nasz wpływ na ostateczny kształt materiału jest ograniczony. W sytuacji, gdy korzystamy z tzw. mediów własnych - nasz blog, profil w serwisie społecznościowym, kanał na youtube itp. - to my kształtujemy ostateczną treść komunikatów. Nie mamy wpływu jedynie na komentarza, chyba że zdecydujemy się na moderację.
Poniżej zamieściłam screen z bloga P. Siudy. W prawej części znajduje się treść "na jego podstawie przeprowadziliśmy wielowymiarowe badania jakościowe wśród dzieci w wieku od 9 do 13 lat obejmujące" i wskazanie, co obejmowały. Jest wszystko poza informacją, że dot. 30 uczniów (jest natomiast info o liczbie przeanalizowanych programów). Dalej jest jeszcze "ciekawiej", ponieważ pod koniec mashup'a (bardzo fajnego zresztą) pojawiają się teksty "polskie dzieci", "dzieci sieci na ogół nie tworzą...", "dzieci sieci raczej nie zwracają uwagi na ...", "dzieci sieci mają świadomość...", "połowa badanych...", "polscy młodzi...".
Konia z rzędem temu, kto po przeczytaniu takich tekstów i informacji, że jest raport z badań kompetencji komunikacyjnych dzieci 9-13 wpadnie na myśl, że został zrobiony na grupie 30 dzieci.

Pozostaje więc kwestią czy wyniki raportu zostały przedstawione z należytą starannością. To pozostawiam czytelnikom notki.

 

Dyskusja toczy się też wciąż na blogu prof. B. Śliwerskiego - http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2012/12/rodzice-w-realu-dzieci-w-sieci.html. Dziś też P. Siuda odniósł się do wniesionych uwag, gdzie napisał:

"1.„Z jednej strony badacze wskazują, że to próba niereprezentatywna, a z drugiej analizują wyniki ilościowo, wizualizując nawet graficznie związki między wartościami zmiennych (np. s. 20).”
Wydaje mi się, że metodologowie nie zabraniają ilościowego przedstawiania (statystka) danych uzyskanych z badań jakościowych. Mało tego, zwykle się to praktykuje. Na przykład w wypadku obserwacji można analizować wypowiedzi informatorów ze względu na pojawiające się kategorie wypowiedzi, albo przedstawiać statystki świadczące o różnych zachowaniach.
Do statystyk nie należy się po prostu przywiązywać, to znaczy nie należy ich traktować jako wskaźnik reprezentatywności badania.

2. „Niekoniecznie uczynienie kafeterii odpowiedzi półotwartą załatwi tutaj sprawę”. Nie rozumiem dlaczego, skoro żaden z respondentów nie wspomniał o koledze/koleżance.

„Powstaje pytanie dlaczego młodzi respondenci mieliby znać angielskie wersje nazw zjawisk związanych z nowymi mediami i o czym świadczy to, że ich nie znają”.
Wyjaśniano je respondentom.

3. „Brak w tym raporcie odniesień do bardzo wielu istotnych badań światowych bardzo silnie odnoszących się do podjętych problemów – np. Living and Learning with New media, Pew Internet&American Life Project”.
Być może nie zwróciliśmy uwagi na wszystkie publikacje, ale nie zmienia to faktu, że nie jest pod tym względem różowo.

Podsumowując, uwagi wydają mi się bardzo szczegółowe. Mimo to świetnie, że można podyskutować nad raportem, tym bardziej, że szykujemy się do Dzieci Sieci 2.0"

Odpowiedź Jacka Pyżalskiego, który odniósł się do części metodologicznej, jak poniżej:

"Odnoszę się w dyskusji kolejno do postu p. Piotra Siudy. Nim jednak zacznę pragnę dobitnie podkreślić jedną sprawę – nie deprecjonuję pracy Badaczy projektu „Dzieci Sieci” i ich wysiłku – i nie chcę aby mój głos w dyskusji był traktowany jako atak na nich. Dyskutuję jednak szczegółowe problemy, które są w moim poczuciu, istotne dla badania tej tematyki i komunikacji prowadzonej przez naukowców w szerszym kontekście.
1. Problem polega na mówieniu w przestrzeni publicznej o tych badaniach, tak jakby były ilościowymi - według mojej wiedzy metodologicznej badania na takiej próbie nie upoważniają do referowania ich np. w przekazie do dziennikarzy, komunikując co potrafią a czego nie potrafią polskie dzieci w wieku 9-13. Do takich uogólnień upoważniają jedynie badania reprezentatywne - i to pewnie zreferowane w kontekście wyników innych badań. Proszę zwrócić uwagę, że przekaz medialny, na który wypowiadający się badacz ma jakiś wpływ mówił o tym głównie jakie są (a właściwie nie są) kompetencje dzieci. Nie tych badanych kilkudziesięciu (być może w jakiś sposób specyficznych. Mówicie Państwo w swoich przekazach (mash-up - połowa badanych (to komunikat jak z danych ilościowych), czy piszecie Państwo w podsumowaniu "polskie dzieci", ale nie pokazujecie wyraźnie informacji o wielkości próby N=30 i sposobie jej doboru). Owszem jakiś badacz-krytyk może to znaleźć na końcu raportu - a reszta przedstawiciele "kultury instant" ma całkiem inny przekaz na tacy. Proszę też zobaczyć w swoim raporcie mocne wnioski - na podstawie badania o takiej skali - proponujecie Państwo kierunki zmian w zakresie edukacji medialnej w Polsce. Nie dokładacie tam Państwo nawet jako podstawy dla takich postulatów innych wyników potwierdzających proponowany przez Was kierunek. Oczywiście - jest to kwestia opinii kto ma rację - ja odbieram to jako nadmiarowe -w kontekście możliwości eksplanacyjnych ,tego akurat, pojedyńczego badania.
2. A ja rozumiem - wiem z przykładów wielu badań, które sam prowadziłem, że większość respondentów, szczególnie jak ich się pyta o hipotetyczne sytuacje i ich reakcje, w wygodny dla siebie sposób nie będzie myśleć, tylko wybierze propozycje badacza. Dlatego właśnie, zastosowane w tym badaniu podejście jakościowe, mogło być w tym temacie okazją do posłuchania interpretacji i sposobu budowania kontekstu przez respondentów a nie "wrzucania" ich na swoje tory myślenia. Zresztą, jak wskazuje część badań jakościowych to postrzeganie społecznych aspektów nowych mediów i zagrożeń tam panujących różni często dzieci i dorosłych (np. E. Dunkels). Zresztą coś było podstawą tworzenia kafeterii – z jakiegoś powodu nie ma tam kategorii, która znajduje swoje potwierdzenie w szeregu badań ilościowych (mam na myśli podzielenie się problem z kolegą/koleżanką)
3. Z raportu wynika, że to ich poproszono o zdefiniowanie, a oni nie umieli ("Żadne ze zjawisk i problemów nie zostało przez uczniów zidentyfikowane i poprawnie zdefiniowane”. Jeśli było inaczej, to nie wiem, co było zadaniem uczniów i jak zinterpretowano wykonanie tego zadania.
3. Zależy, z którą literaturą nie jest różowo. Jeśli idzie o zagrożenia i radzenie sobie z nimi, w szczególności cyberbullying literatury jest sporo - także badań jakościowych odnoszących się do dzieci w wieku odpowiadającym naszej szkole podstawowej. Są też wyniki polskiej części badań EU Kids online - dotyczące m. in. ponad 500 dzieci w wieku 9-12 lat. A tam nawet w skróconym raporcie dr L. Kirwil są ilościowe dane dotykające problematyki umiejętności internetowych dzieci, np. dotyczących ustawień prywatności, wyszukiwania informacji związanych z bezpieczeństwem online, blokowaniem reklam, dodawaniem stron do zakładek (razem 8 umiejętności). Wg mojego oglądu, w znacznym stopniu umiejętności te mają związek ze skonstruowanym przez Państwa (skądinąd niezwykle interesującym) modelem.
Pozdrawiam Autorów i Dyskutantów
Jacek Pyżalski"

Nie wiem, ilu cierpliwych dotarło do tego miejsca, ale dziękuję za uwagę.
Myślę, że na temat raportu powstało tyle materiałów, wpisów, postów, komentarzy, że każdy zainteresowany będzie mógł przebierać w bogactwie treści. Mnie osobiście cieszy fakt, że kolejni badacze podejmują tematykę nowych mediów i że zaczyna się dyskusja.

Komentarze (9)

Dodaj komentarz
  • Gość *.adsl.inetia.pl

    Hmm, kiedys mówiono ..hi hi o tzw. wnioskowaniu niezawodnym i zawodnym. Kiedyś mówiono o tym, że dobór próby reprezentatywnej to jest taki a taki...Kiedyś komunikowanie (tutaj mój wtręt...komunikowanie wyników to nie komunikowanie się) o wynikach badań miało ograniczony krąg odbiorców i poprzez to mniejsze były szkody wywoływane przez komunikujących owe wyniki. Może lepiej żeby te persony, które publikują coś w sieci używały sformułowania: Mówi się...:)

  • monika.kaczmarek-sliwinska

    Myślę, że brakuje nam dyskusji o tym, jak publikować - to jest problem, żeby było atrakcyjnie, bo wtedy media nagłośnią, a z drugiej strony, żeby było zgodnie z etyką komunikowania - bez nadużyć itp.

  • Gość: [Piotr Siuda] *.adsl.inetia.pl

    Raport z badań kompetencji komunikacyjnych nie został zrobiony tylko na grupie 30 dzieci. Jak wskazuje mashup, była jeszcze netnografia, obserwacja w szkole i analiza programów. Dodatkowo w raporcie jest mowa o niereprezentatywności, a w mashupie (screen pokazany we wpisie) o etnograficznym charakterze badań (= niereprezentatwyność).

    Zaczynam się już gubić, czy rozmawiamy o komunikowaniu swoich badań, czy krytyka dotyczy wykorzystanych metod. Jeśli metod, to powinni być Państwo (Pani Monika i Jacek Pyżalski) usatysfakcjonowani Dziećmi sieci 2.0. Planujemy przebadań reprezentatywną populację uczniów, choć na razie nie będę zdradzał szczegółów.

    Pozdrawiam

  • Gość: [Jacek Pyżalski] *.4web.pl

    Myślę, że o obu wątkach - chociaż w różnych miejscach - ale w sposób w miarę uporządkowany. Rozważam próbę podsumowanie tego co napisałem w wersji rozszerzonej w publikacji naukowej.

  • Gość: [Sławomir Czarnecki] *.adsl.inetia.pl

    Witam ponownie:)

    W odpowiedzi na pytania:
    "- dlaczego w materiale dla mediów jest informacja o liczbie przeanalizowanych programów nauczania? - podano 50"

    Zdanie w całości brzmi:
    "Między innymi badano serwisy społecznościowe takie jak NK.pl i Facebook oraz przeanalizowano 50 programów nauczania przedmiotów obowiązkowych w klasach 4-6."

    Zwracam uwagę na "między innymi" w tym zdaniu, są w nim podane w celach ilustracyjnych zarówno wybrane (a nie "wszystkie badane") serwisy społecznościowe, jak i informacja o jednym z elementów badania dotyczącym ilościowej i jakościowej analizy programów nauczania. Na podobnej zasadzie informacja prasowa o publikacji raportu z badań nie zawiera wszystkich wniosków i rekomendacji znajdujących się w raporcie, elementów opisanego w nim modelu kompetencji itd.


    "- dlaczego w notce nie ma liczby uczniów poddanych badaniom? - 30, i opiekunów? - również 30"

    Odpowiedź - jak wyżej. Dodatkowo - kluczowy przekaz na temat metodologii w tej informacji jest taki, że badanie miało charakter jakościowy z wykorzystaniem różnorodnych, co podkreślam, metod.
    Informacja o liczbie przeprowadzonych wywiadów nie była kluczowa, chociaż przyznaję, może warto było ją dodać, bo przecież 30 wywiadów w danej grupie to w przypadku badań jakościowych pokaźna liczba (ale przecież nie o liczby w tym typie badań chodzi).

    "- jaka byłaby skłonność dziennikarza do napisania artykułu na temat, że oto mamy nowatorskie w Polsce badania mówiące o kompetencjach komunikacyjnych dzieci w wieku 9-13 w zakresie nowych mediów, gdyby w pierwszych zdaniach notki badacze podali, iż badanie zostało zrealizowane na grupie 30 uczniów?"

    Trudno powiedzieć, mogę przypuszczać, że dziennikarza mogłyby zainteresować inne niż wywiady z uczniami elementy badania (obserwacje w szkole, netnografia w tym ankiety, ilościowa i jakościowa analiza programów nauczania), może model kompetencji, a może sama warstwa rekomendacji? A może dla dziennikarza interesujące jest samo zwrócenie uwagi na problem?
    Niełatwo na to odpowiedzieć, za to zainteresowało mnie znajdujące się w Pani pytaniu sformułowanie "badanie zostało zrealizowane na grupie 30 uczniów". Już nawet nie odsyłając do raportu z badań, w informacji prasowej znajduje się zdanie: "przeprowadzono badania jakościowe z wykorzystaniem różnorodnych metod: wywiadów, ankiet, obserwacji, netnografii oraz analizy dokumentów." Zatem, przebadanie 30 uczniów metodą wywiadu było tylko jednym z elementów badania. Łatwo to zresztą zauważyć przeglądając raport, gdzie "Wywiad skategoryzowany" (traktujący łącznie o wywiadach z uczniami i opiekunami) to jeden z rozdziałów publikacji (s. 19-43 liczącego sobie 174 strony raportu), obok, dotyczących bezpośrednio badań, rozdziałów takich jak: Netnografia, Obserwacja uczestnicząca, Ilościowa analiza programów nauczania, Jakościowa analiza programów nauczania.

    W świetle powyższego nie do końca rozumiem intencję sformułowania "badanie zostało zrealizowane na grupie 30 uczniów" i koncentrowanie dyskusji na samych wywiadach z pominięciem pozostałych zastosowanych w projekcie metod i technik oraz ich triangulacji.

    Pozdrawiam

  • monika.kaczmarek-sliwinska

    Myślę, że w temacie raportu jest już wiele opinii pochodzących od Autorów, jak i od osób, które poprzez krytykę chciały zwrócić uwagę na istotne rzeczy. Ze swojej strony kwestię rzetelności komunikowania o wynikach raportu, jak również jakość merytoryczną raportu, pozostawiam ocenie zainteresowanym osobom. Pozdrawiam

  • Gość: [unigraf] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Owszem, ręce się załamują, jak sobie człowiek uświadomi, że musi egzystować wśród wielu takich ludzi.
    Bardzo ciekawy tekst. Fajne prowadzony blog.

  • monika.kaczmarek-sliwinska

    Dziękuję za dobre słowo :) postaram się o regularne wpisy, zapraszam do lektury i komentowania :) pozdrawiam :)

  • drukarnia-internetowa-24

    Teraz wszystko przenosi się do Internetu. Ale czasami to dobrze. Można np. skorzystać z usług drukarni internetowej:)

© za chwilę ... blog Moniki Kaczmarek-Śliwińskiej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci